Miałam pisać o ptaszkach i żuczkach, że wesoło jest. Tymczasem wcale nie jest wesoło, ale o żuczkach i ptaszkach będzie jak najbardziej.
Koktajl bananowy potrafi człowieka udławić na wieść, że jakiś pajac rzuca się na bociana z metalowym prętem i bije go tak mocno, że ten umiera. To chyba pierwszy atak terrorystyczny na te cudne ptaki w tych szerokościach geograficznych - symbol polskiej rodziny, jakby nie było i wzrostu demograficznego, o którym z takim żarem dyskutują panie z zusu.
No idiota - mówi synek, a ja patrzę na czarne pióra zwisające z klatki i gul wewnątrz rośnie.
Teraz gorzej już tylko będzie.
Koń Holenderski (sic!) wracał do kraju Mbulu i rowerów jednym z busów firmy przewozowej Grot. Wiózł Koń swoje podopieczne - wychuchane i obłaskawione świnie morskie, które w innych szerokościach są pieczone na patyku, w naszych są stworzeniami do przytulania. Od kiedy pamiętam zajob Kaśkowy wzbudzał moje rozbawienie, kontakt ze zwierzyną wszelaką przerastał mój o niebo całe, zaangażowanie w fundacje, wykup Szczepana z rzeźni i powieszenie mu obrazu na ścianie, żeby miał ładnie...takie rzeczy. Do tego te świnki morskie, wyciągane z ogromniastej klatki i po przyjacielsku obarczane dniem Kaśkowym, szeptanym w okrągłe ze zdziwienia uszy.
Zapakowane do klatki miały bezpiecznie dojechać do domu.
Tuż za granicą w busie zepsuła się klimatyzacja. Do tego coś tam było nie tak, silnik się grzał, pan kierowca puścił strumień ciepła do wewnątrz, nie reagując na protesty przewożonych osób.
Najpierw ugotowało się jabłko w Kasinym plecaku.
Płakali na stacji benzynowej nieczuli niemiaszkowie, polaczki zaś z dobrotliwym słowiańskim uśmiechem na ustach radzili co by jeszcze można umierającym świnkom zrobić. Jak bardziej dosypać soli na otwartą ranę, dokręcić śrubkę w imadełku obrzydliwości.
Są takie chwile, że was nienawidzę - ludzie.
Zdj. Koń
środa, 22 sierpnia 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Strasznie mi smutno i współczuję... kumulacja okropieństwa.
OdpowiedzUsuńBrak słów.
OdpowiedzUsuńPod wieczór w NETTO dziewczyna z kiosku powiedziała mi, że od upalnego rana tkwi przy miejscach na rowery uwiązany psiak. Dała mu wody, kupiła parówki...
Tato po prostu odpiął go ze smyczy (porządnej, skórzanej)...
Ktoś o nim zapomniał? To wróci do domu i temu "ktosiowi" się przypomni.
Mam nadzieję...
Boziu jak smutno ...
OdpowiedzUsuńTo się zawsze gdzieś zaczyna. W domu rodzinnym. Wcale nie widowiskowo patologicznym. Ktoś komuś to robi. I później następny, następnemu.
Najczęściej kompletnie nieświadomie. Sieją się ziarenka potworności i nie widać po nich, że są takie. Żadne dziecko nie rodzi się jako potwór.
Ooo, droga M, nie wiem, czy masz rację. W dzieciach jest wiele wrodzonego okrucieństwa, dopóki się im nie uświadomi, że ktoś CZUJE. Nigdy nie wyrywałaś nóg pająkom? Mucha idi? Musi być ten Mądrzejszy, kto Powie. Bez tego rosną takie...
OdpowiedzUsuńChoć z drugiej strony wraz z człowiekiem rodzą się te wszystkie dobre rzeczy, które w nim są.
Sama nie wiem.
No właśnie, między innymi, te ziarenka, to Niemówienie i Nie stawianie granic.
OdpowiedzUsuńChyba mi bardzo bardzo wcześnie mama powiedziała o czuciu i chyba za mocno mi to wpoiła. Same kłopoty z tego :)
Brak słów aby skomentować
OdpowiedzUsuń"Niegodziwość", "plugawość", "znieczulica" - to wciąż za mało
Strasznie mi żal tych świnek
Zdjęcie Kachy dosadne do bólu
Kacha trzymaj się
Hmmm, zdjęcia zrobione wcześniej, dla żartu...
OdpowiedzUsuńAle w tym kontekście jest wymowne jak nie wiem - wiedząc już, co ludzie zrobili potem
UsuńObok pracy stoi zakład mięsny. Przywożą za kratami zwierzaczki, a potem hop, pierw trzeba zabić. Życzliwi koledzy przez pierwszy tydzień raczyli mnie obrazami za ogrodzenia. Pomyślałam sobie. Okropieństwo. Od razu bym wysmażyła traktat o cierpieniu, rzecz jasna okrutnie się na nie oburzając. Wczoraj też, na wieść, że psa na drzewie powiesili, bunt! Wy skurwysyny i w szloch.
OdpowiedzUsuńŁatwo oburzać mi się przychodzi na wiele rzeczy. Na wiele osób i ich pomysłowość. Dziwię się niezmiennie. Boleję i kwilę gdy słyszę o mućkach prowadzonych na rzeź. Boję się razem z nią na samą myśl jak się trzęsła gdy siekierę zobaczyła.
Gdy łzę z rzęsy strząchnę, idę do sklepiku, zamawiam ćwierć szynki grubo krojonej, albo baleronu z pół. Wrzucam to na chłód…… aby niezjedzone wyrzucić won. I tak się cierpieniem gorszę, rzucając się kiełbasą z grilla.
Zong
Pewnie bywają tu same Panie Zielone Sałaty.
Ale zabić zwierzę dla mięsa, czyli zgodnie z prawem natury, a zabić je dla chorej adrenaliny lub z czystej, bezmyślnej głupoty - dla mnie to jednak jest różnica
UsuńPani Nie-Zielona Sałata, niestety
No zielono, zielono. Powiedz, po co kupujesz, kup sobie worek fasoli - nie psuje się tak szybko:)
UsuńHmmm... Matka jest padlinożercą, nie da rady! Smakuje, szczególnie rosołek mniam mniam!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam roślinożerców.
Dalej gastrofaza?:)
UsuńI ja, tak jak Ania...wcinam bekonik i rosołek i rybkę i inne u nas jadalne " ścierwa " jak mawia(ł) Dochodzący P. Ale na dzień dzisiejszy JESTEM PEWNA , że gdybym miała sobie stworzonko s a m a upolować,zabić...na 100% jadałabym warzywka.
OdpowiedzUsuńNigdy nie zapomnę,jak (wieki temu) moja mama była w pracy , a ja z Ojcem szykowaliśmy Wigilię:))Coś długo ojczulek nie wychodził z łazienki...Słysze , a on GADA z karpiem: " No co mam zrobic , taki twój los,nie mam wyjscia , taka tradycja"...A jak zabrakło Babci Paulinki - to wołaliśmy sąsiadkę , aby nam na niedzielny rosołek kurkę " przygotowała "
Paulinko!! Jestem spakowana!! Będę z Marysią wieczornym pociągiem . Basia niańczy dwa świeżo adoptowane kociaczki , a Panowie rychtują drewno na nadchodzącą zimę ...Pozdrawiam cieplutko Wszystkie Was Kochane Kobitki ! Pa !
O Matko Ksesna, ubawiłaś mnie tym karpiem - piękna scena. Bardzo się cieszę na odwiedziny, dom z gumy, pomieści wszystkich.
OdpowiedzUsuńŁe, bedzie bal!
OdpowiedzUsuńJa też, ja też wezmę w nim udział! Zaraz się spakuję...