Nie do wiary, pomyślała, stairway to heaven zeppelinów puścili w trójce, przeszłość poświeciła latarką po oczach, każdą nutę zna, tralala. I tą siarczystą gitarę pana Page'a na końcu, opięte jeansy na tyłku Planta wygiętego do tyłu, miłe słuchanie muzyki młodzieżowej nieobowiązującej na podwórku szkolnym, raczej w piwnicy jakiejś. Nie pójdzie spać przez Kaczkowskiego. Aksamitny głos prowadzi przez kolejne kawałki aż do przejmującego Kashmir.
Na krześle przed sobą widzi siebie u Babci wkuwającej jakiś znienawidzony przedmiot. Kawa tarmosi, rzędy słówek kolebią się na świstkach, kaflowy piec milczy, Babcia łypie okiem powiększonym przez okular.
To oko było niesamowite, zarówno okularowe jak to w wizjerze, gdy dzwoniła do drzwi okrągłym dzwonkiem – czarnym z białym prztyczkiem. Prztyczek był niemiecki jak i cała kamienica, stąd zamiłowanie do staroci, i ten mebel, który stoi przed nią w jej obecnym domu.
http://allegro.pl/chusta-arafatka-arafatki-chusty-duzy-wybor-i2790416860.html
niedziela, 18 listopada 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Dzisiaj Kashmir w trójce po 5.30.!
OdpowiedzUsuńDobrze się zaczęło.
Od prztyczka do .... ?:)
Mam zielono-szarą, ale poruszyła mnie niebiesko-brązowa. Chyba mam czas na takie połączenie, bo działa , np. http://box-of-treasures.blogspot.com/2012/11/color-palette-blueberry-chocolate.html
oj, no takie połączenie jest zacne:)marzy mi się pokój w brązach i turkusach.
OdpowiedzUsuń