biere nożyczki

I zaczynam wycinać tą kolorową wycinankę. Myśli, słów nigdy nie wypowiedzianych, obrazków, wiórków i skrawków. Zrobię z tego taki ładny ulepczyk, będe nim podrzucać jak Zośką, to tu to tam.

niedziela, 1 maja 2011

Zanurzeni w Stolcu

Zapędziliśmy się nieco na południowy zachód, do wsi mijanej nie raz, ogarniętej spojrzeniem przez szybę samochodu. Dwa kościoły i ruiny pięknego pałacu - Stolec. Nazwa niestety nie kojarzy się zbyt pięknie ;) ale i to ma swój urok.
Za miejscowością droga polna wiedzie do rezerwatu - dawny kamieniołom wapienia, obecnie tajemnicze sztolnie z kratami broniącymi dostępu.
Czy rzeczywiście mieszkają tam nietoperze? Ponoć nie - ale tablica informuje, że 9 gatunków. Wikipedia podaje, że 10, a inne stronki rozszerzają asortyment nietoperzowy do 12.



Krata gruba na ramię, montowana przez Bundeswehrę. Nikt nie wie dlaczego niemieckie wojsko zakratowało nietoperze tak solidnie...Pewnie naraziły się im zbyt poważnie.




Łazimy wokół pałacu, serce się kurczy, że tylko kury podziwiają cuda architektury.
To, co z niego zostało to marne ruiny. A przecież po wojnie niejedna panna tańcowała tam na Sylwestra po pięknych parkietach.



Zachwycam się starymi nagrobkami koło nieczynnego kościoła i znajduję wśród nich Polaka ze wschodu. O losie, ale Ty mieszasz. W pięćdziesiątym roku umarł, ciekawe, czy dane mu było wejść do pałacu i jak świat wtedy wyglądał? Ile bym dała, żeby wjechać razem z nim pociągiem na "ziemie odzyskane", wsiąść na czarny rower i przejechać się od wsi do wsi, by zobaczyć to, czego już nikt nie zobaczy.

Uwaga! Zima za 5 miesięcy


Tak powiedział Wojtek, gdy siedzieliśmy na schodach i gadaliśmy sobie luźno o tym i o tamtym. Wcale się nie cieszę, że już jest. Zobacz - i tu zaczął wyliczać na palcach - trzeba już drzewo z lasu wozić, bo w październiku wróci. Przykra cisza zadzwoniła w uchu, no tak, kostucha tylko na moment odeszła.
Cieszmy się! Tańczmy w zimnych podmuchach strącających płatki z drzew, uznajmy, że ten danse macabre wcale nie jest tym, czym jest.
Wchłonę tą wiosnę nosem i każdym porem, by mieć o czym myśleć w ciepłych rajtach przy kominku.

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

Święta rozpracowane


fot. Gugu, operator skrobaczki - Teo

Dziękuję wszystkim za przemiły czas i za to, że remont holu się skończył. Za wiosnę i tulipanowe szaleństwo, skałki w Stolcu (hihi, ja wiem, jak to brzmi! Ale to nazwa miejscowości).
Za słońce, zapachy, spotkania. Za uszyte pokrowce.
Za wszystkie świąteczne życzenia, na które nie odpowiedziałam wierszem.

środa, 20 kwietnia 2011

Buzun


Szkolenia, wyjazdy, zatłoczony, zielony Wrocław. Oprócz hotelowego figo fago - dziewczyny na rowerach, sklep z materiałami przemysłowymi (rewelacja) i niebo niebieskie. Uświadomiłam sobie jakim intelektualnym niedorozwojem jestem, wśród planistów, którzy na co dzień zapełniają bazę metadanych plikami XML. Ale tzw. świeży luft w płuco przyjęty, wiem, że nic nie wiem i może kiedyś w notatkach znajdę Twój dom, drogi czytelniku, na ortofotomapie, a nie na zwykłym zdjęciu lotniczym.
Miły był powrót do domu, zerwałam się ze smyczy i poleciałam wywijając ogonem. Nowe kwiaty po drodze do mojego postnego jeszcze ogrodu, odwiedziny mamy, która ni stąd ni zowąd wskoczyła mi do samochodu, by późnym wieczorem buzuna wypić.
Jedziemy w nastrojach dobrych, rozmowa nam się tłucze od tego do tamtego, Stoper trzymany jest za mordę, coby nie wyciapał mi przetartych po latach plastików. Mijamy kolejne wioseczki, by skręcić na Manowce.
W bocznej uliczce widzimy kobiecinę, która siedzi na krawężniku. Mijamy ją, by za chwilę po krótkim trąceniu się sumieniami zawrócić i zapytać, czy nie potrzebuje pomocy. Kurzę na rozjeździe, jesteśmy.
Nogi w grubych rajtach, założone jedna na drugą. Głowa przechylona w bok, ręka przy uchu. A w ręce wielki, biały telefonik.
Mama otwiera okno, wesołe, rozgadane oczy patrzą na nas i wiejski babciowy głos rzecze uroczyście:
-CO?? - A nieee!
Zawijamy beczkę i jedziemy dalej skręcając się ze śmiechu.
I na wesołej fali działamy, bo przecież trzeba odbunkrować ten przybytek chaosu... od czasu do czasu rzucając przeciągłe COO??? A NIEE? i rycząc ze śmiechu.
Tuli-panowie od Joanny, sadzone w listopadzie są zaskakujące. Maj, który nastał w kwietniu - również. Nie, żebym narzekała. To całkowicie przyjemne jest:)
Wieczorem, zaklejonym fugą na brązowo, nie zostaje nam nic innego, jak podsumować ten piękny dzień drinkiem z palemką. I tak oto, moi mili, powstaje buzun, który przyrządza się tak:
1) Bimber od sprawdzonego pana majstra "na słoiku",
2) Chłodna herbata z cytryną z dnia poprzedniego,
3) Biały sok z czarnego bzu, czyli, inaczej mówiąc, sok z kwiatów.
Lać w ilościach dowolnych, pić kulturalnie.
W takich oto pięknych i niepowtarzalnych klimatach, poruszając wątki filozoficzno-plotkarskie, powstała moja druga mozaikowa robótka kuchenna, która kiedyś Wam zapewne pokażę.
Pozdrowionka!

niedziela, 17 kwietnia 2011

Henryków wieczorny




Cicho łazimy w podgrupach. Słowa się nie kleją, każdy węszy samopas w ziarnopłonie i zawilcach. Ptaszory gwiżdżą zachwycone ilością aparatów. Trochę późno na zdjęcia. Trochę poniedziałek w oczy zagląda.
Głód wypędza nas z zakamarków, tłoczymy się przy nieskończonym blacie
i brak fugi uzupełniamy okruchami chleba.

Zderzenia

Zawirowało kurzem w słońcu, albo ktoś zakręcił kalejdoskopem. Mam tyle obrazów, że sama nie wiem, do których się odwoływać i opowiadać.
Bo było wszystko.
Był rajd z Kamiennej Góry, przez Krzeszów, do Głazów Krasnoludków z całą masą Cystersów dookoła i ich, że tak powiem - spuścizną. Było zaginięcie Jody i gorączkowe poszukiwania. Były też wizje i szczęśliwe zakończenie.
Była babska przyjaźń, chłopięce tajemnice, bolące nogi i rozmowy. I słońce co mi strzaskało nos:)


Pani chce uciekać, ze słowami, że kwiatki ładne, ona nie.




Rumun w odsłonie :) Pies sportowiec - na zasadzie: jaka pani, taki kramik.






Joda jak się patrzy.