
Przypomniał mi się dziś rano Dzień Matki. Tegoroczny, żeby nie było. Czasem organizuję Rodzicielce takie pomniejsze i jedziemy wówczas w siną dal z planem wariackim, ten prawdziwy zaś miał być udaną imprezą kurturarną.
Jest nas dwoje i matki są dwie. A w gminie X unia zorganizowała kino za darmo. Z czeskim filmem.
Rodzice zostali powiadomieni o niespodziance. Zwarci i gotowi czekali na mnie, by zostać wywiezieni GDZIEŚ. Gdzie? Aaaa, taki czeski film Wam zrobię. Oczywiście nikt nie wziął mych słów na poważnie.
Ciśniemy, bo czas nas goni, wpadamy pięć po na salę, a sala...pusta. Nie dość, że nie ma drugiej matki, ze swym zakręconym synem, to nie ma w ogóle niczego! Jest co prawda ekran migoczący, jest smutna pani i jest awaria.
Konsternacja rodziców i śmich na sali. Co robimy? A nic, siadamy. Ale po co?
Czuję coraz większą niemoc, jednocześnie pojawia się maleńkie żółte światełko. To wróżka absurdu daje mi sygnały i nagle jest, rzeczywiście wpada Jacek ze swą wyrwaną z domu Matką, która kompletnie zapomniała, że ma być gotowa na swój Dzień.
W ciszy sali i przy migoczącym ekranie następują spięte uściski dłoni.
Później jest walka z awarią, która kończy się oszalałą jazdą po laptoka. Rodzina siedzi i patrzy na elementy wystroju wnętrza. Zegar zatrzymał się w miejscu. Lecz oto - ekran rozjarza się pierwszymi napisami, płynie czeski film, raz do góry nogami - STOP - drugi raz bez napisów - STOP - trzecie podejście i film się zaczyna...
Nie wiem, kto dotrwał do końca tego rozdziału, w każdym razie możecie mi uwierzyć, że zrobił on oszałamiające wrażenie na naszych Mamach - mojej, nietolerującej przekleństw (ot, taka się już urodziła) i Mamie Jacka, która zachodziła w głowę, co jej syn chciał jej tym filmem przekazać (sądziła, że został specjalnie przez niego wybrany).
Pełnię szczęścia przeżyłam gdzieś tak w połowie seansu, gdy Michał zasnął na rozłożonych krzesłach, czeski film przerósł najśmielsze oczekiwania ukazując scenę plucia na przejeżdżającą lokomotywę, moja Mama najwyraźniej zamkła się w sobie, Ojciec walczył z sennością, a Mama Jacka cichutko śmiała się pod nosem.
Polecam kino czeskie. A na chmurne, deszczowe dni warto skorzystać z japońskiej mądrości, nieśmiało położyć pięść na stole i szepnąć FUCK.