biere nożyczki

I zaczynam wycinać tą kolorową wycinankę. Myśli, słów nigdy nie wypowiedzianych, obrazków, wiórków i skrawków. Zrobię z tego taki ładny ulepczyk, będe nim podrzucać jak Zośką, to tu to tam.

wtorek, 22 czerwca 2010

Góry szkodzą.

Ciepło kominka i ludzi. Przede wszystkim ludzi, zamotanych w polary, z powywalanymi językami przemoczonych butów. Z piosenką przy stole, która nie dusi gardła, z kieliszkiem nalewki krążącej wokół.
Remont dachu miał być i był, ile mogłam upchać desek na swe wątłe ramnię, tyle upchałam. Przez kamienisto szary wiatrołom, przy szumie wiatru i plamach przesuwających się w dole cieni chmur, rozpoznawaniu miejscowosci, rozpoznawaniu mysli ludzkich, piciu wody ze strumienia. Mysli o Jezusie i krzyżu, mała Golgota samotnego zmagania.
Czas dany mi w prezencie od losu tak szybko minął, że wypalił po sobie papierosianą dziurę. Siedzę tu teraz, wiatr wspomnień po włosach głaszcze i czuję pustkę. Wolę być tam, nie tu.
Później akcja z zaginionymi kluczami, które zeszły przyczepione do kogos na dół, by się odnaleźć w sklepiku. Pan miał chytre oczka, merdał kluczami w powietrzu i ewidentnie cos chciał za nie, ale niestety dostał tylko kwasny umiech osoby, która musi, a nie chce.

wtorek, 15 czerwca 2010

Lato?

Ja w ogóle nie czuję, że jest lato. Była wiosna, też nie czułam, że jest. W marcu - pełnia zimy. W maju - kwiecień. Mamy czerwiec, a moje opóźnienie kształtuje się gdzies na początku maja. Czyli miesięczne opóźnienie, plątanie dat...dobrze, że chociaż na tą dziesiątkę w roku potrafiłam się przestawić.
Czas goni, widzę jak zwożą drewno, szykują się do zimy. Oni wiedzą co i jak i czują przemijające pory roku, naturalnie, przez skórę wykonują te same czynnosci, które mają wpojone od dziecka.
Wokół miejskie festiwalowe zawirowania, nowe kolekcje, stukające obcasiki, tumiczki z leginsami jak u Szreka. Na wsi - mokro w lesie, drewna nie ma jak przywieźć.
Dostałam od B. woreczek truskawek. Od M. mleko - prosto od krowy, co zieloną łąkę zjada. Pokroję je łyżką, trzęsące się ze strachu zmieszam z truskawkami i cukrem. Wrócę do maminych koktaili i wąsa różowego. Może szklanka różowego cudu przywróci mnie do rzeczywistego czasu.

piątek, 11 czerwca 2010

Kocham tom paniom


Ty się Joanku nie złosć. Nie mogłam sobie odmówić:)))Ile razy spojrzę, to mi się micha cieszy:)

czwartek, 10 czerwca 2010

Wyrodna matka


Wczoraj wieczorem buszowanie po krzakach, głosne nawoływanie kici kici, do zaslinienia i pieczenia powiek. W końcu bezradne siadamy na schodach, no żesz, nie ma. A dzika horda stoi z ogonkami na sztorc i woła przeraźliwie, że głodno! Że smutno! Że kochać, mruczeć, lizać! Natychmiaaaaaaaaaaast!
Poruszone serca niewiescie, małe, no trudno, może zakupiony naprędce junior poredzi, ale jak, łyżeczką mikroskopijną do kawy, o, bajzlu na kółkach, o kocia łapo zwielokrotniona mlekiem na podłodze...Siedzimy. Głaszczemy. Tiu tiu, tiru riru. No to jeszcze niech się zmęczą w trawie, może pójdą spać.
Może strzykawą powtórka? Daje radę, przecież....

Piwko frasunkowe, gawiedź wyległa z koscioła, a trudno, a my tu smutek zapijamy.

Już się nie chce wołać, no może jeszcze zajrzę do starej studni, ale pokrzywy posampas, lepiej nie wiedzieć.

Komary rypią.

Miau, państwo kotowie wyszli zza winkla, trochę się ochłodziło, chodź, mała, zjemy cos. Może kupiła tą dobrą puszkę. Jak znowu da nam suche, to jej dam w ryja.

I taka jest różnica między kotem a psem. Pies mysli - człowiek daje mi jesć, głaszcze, jest dla mnie bogiem. Kot mysli- człowiek daje mi jeć, głaszcze, JESTEM BOGIEM

niedziela, 6 czerwca 2010

Odrażający brudni źli:)


W drodze na koncert mała chwila na zlot motocyklowy w Ząbkowicach.


Sobota

M. ma 10 lat i jest fanem Perfectu. O koncercie marzył od dawna, a ja dobra matka, koncert takowy wyszukałam i to niedaleko i to za darmoszkę...Nowa Ruda Słupiec, wata na patyku i gofry ze zjeżdżającą bitą smnietaną, ale my nie po to, nieee, my z poważną misją.
M. siedział na barierce koło akustyka i spiewał, ach, piewał, a ja wybijałam sobie rytm na jego tyłku wypiętym. Niezapomniany wieczór, a Markoski jak zwykle boski, choć może nieco niewyraźny:)






Swoją drogą, życzę wszystkim panom takiej sylwetki w tym wieku:)

czwartek, 3 czerwca 2010

żegnaj, przyjacielu



Wczoraj tknięta złym przeczuciem poszłam odwiedzić Mila, który od kilku dni czuł się gorzej.
Pusty wzrok mojego psa. Jeszcze sprawdzam,jeszcze...


Pamiętam dwie łapy, oparte na moich ramionach i ten goły brzuszek szczenięcy ze sterczącym pędzelkiem :) Później wszystkie kosmetyki pozagryzane na smierć, a Ty w oparach perfum w srodku demolki. Kilka par butów mamy z pięknie odgryzionymi obcasami.
Wszystkie nasze przeprowadzki i jedzenie jagód w lesie, wyczuwanie mysli i najbardziej pacyfistyczne podejscie do małych kotów, ptaków i innych żyjątek na ziemi.
Jazdę w koszu motocykla i wycieranie sobie twarzy:) Wsiadanie do bardzo wysokiej ciężarówki na stopa:) Tyle mojego życia i Ty niezmiennie w każdej zmianie, zima lato Ty.

Żegnaj ciepły przyjacielu, me serce płacze. Żegnaj Milo